Reakcja Boga na grzech człowieka i obietnica zbawienia
2009-10-01

Katecheza Biskupa Siedleckiego Zbigniewa Kiernikowskiego rozpoczynająca drugą część programu duszpasterskiego „Chrzest w życiu i misji Kościoła”, wygłoszona w Wyższym Seminarium Duchownym, 12 września 2009 roku

Obraz Boga

W poprzednich trzech katechezach pokazaliśmy zamysł Boga w stosunku do człowieka. Człowiek jest pojęty przez Boga jako Jego odbicie, Jego obraz. Co to znaczy? Znaczy, że człowiek jest stworzony nie po to, aby być sam dla siebie, nawet jako najbardziej doskonały, idealny, ale jest stworzony, by być w relacji do drugiego, żeby tworzyć z nim obraz Boga. Dawanie siebie drugiemu, dawanie żebra czy przyjmowanie krzyża czyni mnie człowiekiem, przez wejście w relację prawdy z bliźnim, życie dla niego, w małżeństwie czy kapłaństwie. Jeśli żyję dla siebie i podporządkowuję drugiego sobie, to nawet jeśli nie uda mi się nad nim zapanować, ale robię wszystko, by wychodziło „na moje”, to jestem antyobrazem Boga. Mogę chodzić do kościoła, sprawować Mszę świętą, ale nie jestem obrazem Boga, bo On taki nie jest. Nawet jeśli robię pewne rzeczy pozornie poprawnie, ale czynię to w kluczu budowania siebie, to żyję w grzechu – żyję dla siebie. Nie mówię tu o grzechu w kategoriach moralnych, ale o logice grzechu, która polega na kręceniu się wokół siebie Na czym polega istota grzechu Ewy w raju? Na czym polega istota grzechu zawsze? Na poznaniu, poznaniu dobra i zła na własną rękę, myśleniu, że ja sam wiem, co jest dla mnie dobre. Kiedy szatan pyta Ewę, czy to prawda, że Bóg zabronił im spożywać owoce ze wszystkich drzew, ona odpowiada, że zabronił jeść tylko owoce z drzewa, które jest w środku ogrodu. To drzewo w środku symbolizuje to, co jest dla nas najważniejsze. A co jest dla nas najważniejsze? Żeby żyć. Uważamy, że Bóg nam coś nakazuje, a my chcemy robić pewne rzeczy inaczej, myślimy więc, że Bóg zabrania nam życia. Szatan proponuje: rób tak, a będziesz miał życie. Nie chodzi tu o zerwanie jabłka, ale o wejście w inną koncepcję życia – dla siebie. Od momentu, gdy powiesz: to jest moje życie, zaczynasz go bronić, a każdy kto na nie nastaje staje się wrogiem. Dlatego Adam i Ewa od chwili popełnienia grzechu zaczęli widzieć nagość inaczej i musieli się ukryć. Skutkiem grzechu jest rozdzielenie, bo by bronić siebie muszę atakować drugiego.


Bóg kocha przeciw samemu sobie

Czemu Bóg dopuścił grzech? Mógł uczynić człowieka niezdolnym do niego, ale wtedy bylibyśmy marionetkami, które kłaniają się czy wykonują inne gesty, gdy są pociągane za sznurki. Nasza religijność często sprowadza się do takiej obłudy. Bóg dał człowiekowi wolność, to znaczy zaryzykował, i to do tego stopnia, że człowiek-obraz może powiedzieć Mu: „nie Ty jesteś ważny, ale ja, ja obraz” i obrócić się przeciw Niemu. Bóg zaryzykował, bo wiedział, że nawet jeśli człowiek odejdzie i będzie Go krzyżował w Jezusie Chrystusie, to On potrafi kochać przeciwko samemu sobie. Czy ktoś z nas, ludzi, jest w stanie pojąć sam z siebie taką miłość, taką relację do drugiego? Nie. Sami z siebie, póki negujemy w sobie obraz Boga nie jesteśmy zdolni tego pojąć, bo to jest przeciwko nam. Dopóki nie zaakceptujemy tego, że coś musi być przeciwko nam, coś co działa przeciwko staremu człowiekowi, nie wyjdziemy ze ślepej uliczki. Bo im bardziej chcemy, żeby było dobrze, czy lepiej, tym jest gorzej. Bóg pozwolił, by ludzkość doszła do punktu kulminacyjnego swojej absurdalnej egzystencji, do ukrzyżowania Boga, Jezusa Chrystusa. Wówczas człowiek mógł zobaczyć do czego zdolny jest Bóg, że daje On Ducha Świętego na przebaczenie. Wolność, którą dał Bóg jest nieograniczona. Jest ograniczona tylko jednym – odniesieniem do Boga. Człowiek, który stanął przeciwko Bogu, ma zawsze szansę nawrócenia, jeśli to uzna swój bunt patrząc na Niego. Niezdolność przyjęcia winy Kiedy Adam i Ewa sięgnęli po życie na własną rękę chcieli być jak Bóg, a okazało się, że są tylko stworzeniami. Człowiek, który myśli, że sobie poradzi, a potem widzi, że nie jest w stanie tego zrobić ucieka. Adam i Ewa chowają się i robią sobie przepaski: „Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu” (Rdz 3,8). To jest nasza sytuacja, jesteśmy ludźmi kryjącymi się, uciekającymi. Bóg woła: „Adamie, gdzie jesteś?” Nie chodzi o zlokalizowanie, tylko o sytuacje, Bóg pyta: Adamie, kim ty jesteś teraz? Co się z tobą stało? Czy w tobie jest mój obraz? Adam tłumaczy się: „«Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się». Rzekł Bóg: «Któż ci powiedział, że jesteś nagi?” (Rdz 4,10-11). Żeby odkryć tę nagość trzeba zobaczyć relację do drugiego, nie wystarczy lustro, w którym można zobaczyć nagość fizyczną, bo nagość egzystencji można zobaczyć tylko w odniesieniu do drugiego człowieka. „Któż ci powiedział, że jesteś nagi” znaczy zobaczyłeś, że drugi człowiek jest inny, obcy, a ty go nie potrafisz akceptować.Kiedy Bóg pyta: „Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?” (Rdz 4,11) Adam zamiast powiedzieć tak, zjadłem, należy mi się kara, samousprawiedliwia się – to nie ja, Ewa mi dała. To jest prawdą, że ona zgrzeszyła, jest prawdą, że my zgrzeszyliśmy, ale Jezus nie powiedział, że grzech jest nasz, ale wziął go na siebie, chociaż sam nie zgrzeszył. Nie powiedział: przyszedłem pokazać, jak powinno być, ale oni nie słuchali, więc należy im się kara. A tak myśleli Apostołowie. Dzisiaj też spotykamy takie tendencje w Kościele – ukarać złych, żebyśmy my, dobrzy, mogli żyć. Ale Kościół to coś zupełnie innego. Jezus Chrystus przyznaje się do naszego grzechu, bierze go na siebie – Bóg uczynił Go grzechem, żeby nas uczynić sprawiedliwością Bożą (zob. 2Kor 5,21). Gdyby Jezus Chrystus stał na miejscu Adama, spytany przez Boga, czy zjadł owoc, odpowiedziałby: tak jest, Ja zjadłem, Mnie się należy kara, powieś Mnie na krzyżu, muszę umrzeć. Chrystus wziął na siebie to, co człowiek zrobił.


Odpowiedź Boga: Jezus Chrystus

Bóg zwraca się do Ewy i pyta: dlaczego to uczyniłaś? Ona odpowiada: wąż mnie zwiódł. To prawda. Ale to też prawda, że dała się zwieść, że zjadła i dała swemu mężowi. Robili to samo, ale już nie byli w komunii. Konsumpcja życia, pragnienie, by nasycić się samemu, każdy dla siebie – są skutkami grzechu. Każdy chce się obsłużyć, czy być obsłużonym, a nie potrafi być dla. Grzech zburzył w człowieku właściwy obraz Boga. Bóg nie jest już pojmowany jako ten, który daje życie, chociaż On się nie zmienił. Jeśli nie wierzę, że Bóg daje mi życie, to muszę szukać go sam.

Często myślimy, że obrażamy Boga swoimi grzechami. Ale kim my jesteśmy, żebyśmy mogli to zrobić? Nie mamy mocy zdenerwować Boga. Żeby tak się stało musielibyśmy być mocniejsi od niego. „Obrażamy” Go wtedy, kiedy Jego obraz w nas zostaje zniszczony. Grzech nie szkodzi Bogu, lecz człowiekowi. Tę szkodę wziął na siebie Jezus Chrystus, który musiał stać się człowiekiem, żyć miedzy grzesznikami i pozwolić się potraktować jak grzesznik. Bóg nie zmienił swojej relacji do człowieka. W byciu Jezusa na ziemi i Jego ukrzyżowaniu chodzi o to, by zabrać z natury ludzkiej brak odniesienia do Boga. Dlatego Jezus na krzyżu wyraża pustkę życia ludzkiego. Mówi: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mt 27,46). I chociaż umiera na krzyżu i zostaje złożony do grobu, to w tych wydarzeniach nie został opuszczony, jak potem powie Piotr w dniu Pięćdziesiątnicy, niemożliwe jest, by został w grobie ten, którego Bóg namaścił, żeby dosięgła Go władza śmierci (Dz 2,24). W ten sposób Bóg na nowo w Chrystusie dał człowiekowi swój obraz, nie zniekształcony. Jezus na krzyżu jest prawdziwym obrazem Boga niewidzialnego (zob. Kol 1,15), to jest fundamentalne. W liście do Tymoteusza czytamy „Nauka to zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania, że Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników” (1Tm 1,15). W jaki sposób? Nie tyle płacąc za grzeszników, lecz zmieniając nasze spojrzenie. Kiedy patrzymy na Jezusa Chrystusa widzimy, że Bóg nas kocha zawsze, nie tylko wtedy, gdy jesteśmy dobrzy, gdy wszystko się układa. Sytuacją ekstremalną jest sytuacja krzyża – tam Bóg nie opuścił swego Syna. Chrześcijanie to ci, którzy wierzą, że Bóg, który nie opuścił Jezusa na krzyżu, nie opuści również nas. Dlatego chrześcijanin może kochać drugiego – nieprzyjaciela, który go przybija do krzyża. Nie będzie cieszył się tym, że jest przybijany do krzyża, będzie się szamotał, ale nie będzie prosił Boga o karę dla nieprzyjaciela, lecz o przebaczenie dla niego i o moc pozostania na krzyżu. Dlatego rozwód w Kościele nie jest możliwy, bo jest zaparciem się Jezusa Chrystusa, Jego krzyża. Tak samo jest w innych formach życia chrześcijańskiego, nie tylko w małżeństwie. Odkupienie polega na tym, że to Bóg przychodzi w Jezusie, by zmienić w nas swój zniekształcony obraz, by naprawić to, co straciliśmy w grzechu. To w człowieku zaistniała zmiana. Bóg jednak nie pozostaje bierny. Mówi do węża: „Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych, na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę»” (Rdz 3,14-15). Są to trzy elementy reakcji Boga na grzech – nie ukaranie, ale leczenie, obietnica, która spełni się w Jezusie Chrystusie „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20). Reakcją Boga na grzech jest konkretna propozycja leczenia. Jezus przyszedł uporządkować nie świat, ale wnętrze człowieka.

Dobra nowina – protoewangelia

Bądź przeklęty” powiedziane wężowi jest dla człowieka dobrą nowiną. Bóg pokazuje, że sposób myślenia przyniesiony przez szatana – życie na własną rękę – jest przeklęty. Kiedy odkrywasz, że pewne formy twojego myślenia są przeklęte, że przeklęty, kto ufa samemu sobie, będziesz ostrożny. Często nie wiemy, co w naszym życiu jest przeklęte, dlatego gubimy się. Nie chcemy tracić życia. Wydaje się, że pewne sytuacje są błogosławieństwem i potrzebujemy, by ktoś nam mówił, że to jest przekleństwo. Bóg daje światło, by chrześcijanin widział, co jest przekleństwem. Kładę nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę” znaczy: ja, Bóg pokoju i pojednania, między rzeczywistością życia dla siebie, jaką reprezentujesz, a życiem mojego obrazu w człowieku kładę nieprzyjaźń. A najwspanialszym obrazem stworzonym na nowo będzie Maryja, w której nie ma grzechu. Na czym polega niepokalaność Maryi? Była służebnicą, nie miała nic z siebie. Dlatego, że uważając się za stworzenie, nie była wypełniona sobą, Bóg mógł darować Jej wszystko. Między tą mentalnością a mentalnością szatana, który mówi, że wszystko ci się należy, jest nieprzyjaźń. Szatan mówi: rób po swojemu, a będziesz żył, Maryja – nic mi się nie należy, Bóg może mnie poprowadzić pod krzyż. Była pod krzyżem i wiedziała, że skoro tam jest Bóg, to Ona może tam być i wyjdzie jej to na dobre. Dlatego chrześcijanin, powołany do kochania, uczy się także żyć w nieprzyjaźni. Będą sytuacje, w których chrześcijanin musi się narazić. To przeżycie nieprzyjaźni prowadzi do jednak jedności. Pokazuje też, że nie ma kompromisu. Każde pójście na skróty przynosi fałszywe owoce. Ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę” – to odniesienie do krzyża. Mentalność szatana została na nim pokonana. Szatan zrobiłby dla Jezusa wszystko, żeby tylko zszedł z krzyża. Po chrzcie kusił Jezusa, chciał Go doprowadzić do tego, by nie miał w sobie logiki pójścia do Jerozolimy, logiki krzyża, ale bronił samego siebie, stał się przywódcą, królem Izraela. Ale Jezus nie odszedł od tego, dlatego starł głowę szatana. My także możemy zwyciężyć szatana tylko przez krzyż, przez przyjęcie niesprawiedliwości. Szatan będzie nam podsuwał różne formy doskonalenia siebie, żebyśmy tylko nie przyjęli jednej – tej, która prowadzi w dół: umierania, krzyża, upokorzenia. Szatan tego nie znosi. Szatan może pomagać nam się doskonalić, nawet w modlitwie, byle by człowiek nie wszedł w prawdziwą pokorę. Jezus nie zwyciężył szatana przez walkę z nim, tylko przez przyjęcie tego, co Mu zarzucał – niesprawiedliwego oskarżenia – bo wiedział, że Bóg Ojciec Go z tego wyprowadzi. To jest zwycięstwo. Odpowiedź człowieka To nie jest dane raz na zawsze, to jest nam dawane każdego dnia. Przyjmując tę logikę jest się wolnym, nie przez bycie lepszym, ale przez poznanie Tego, który kocha grzeszników. To umożliwia zgodę na bycie traktowanym jak grzesznik, na prześladowanie, na to, że źle o nas mówią. Mamy jednego Obrońcę, który broni przed zejściem z krzyża. Tam jest życie. Nie życie cierpiętnicze, ale życie w prawdzie. Chodzi o to, by to przyjąć. Ważne jest, żebyśmy szukali tego w swoim życiu. Pytajmy siebie: gdzie daję się zwodzić, na czym polega mój grzech? Jak Pan Bóg reaguje w na niego w moim życiu? Czy boję się i uciekam, czy raczej staję wobec Boga, który mnie leczy, wyprowadza z błędu? Czy wiem, co jest przekleństwem, że potrzebna jest w moim życiu nieprzyjaźń i że jest zwycięstwo, które dokonuje się na krzyżu? Czy nie uciekam od tego w pobożność? Czy bronię swojej racji? Czy wchodzę w odkrycie obrazu Boga sobie?




Sprawdź aktualności dla twojego rejonu


Biblia Jerozolimska

Bp Zbigniew Kiernikowski: Polskie wydanie Biblii Jerozolimskiej (BJ) jest godnym zauważenia faktem w życiu Kościoła w naszym kraju.
[cała recenzja ]